Edukacja szkolna we Wrocławiu w czasach PRL: jak wpływali na nią komuniści?

Czasy PRL-u wspominane są przez starszych wrocławian jako okres trudów, propagandowych kłamstw i kar cielesnych. Szczególnie narażone na niesprawiedliwość były dzieci, które nie potrafiły uchronić się przed znęcaniem. Naoczni świadkowie z naszego regionu wspominają, że szkolna rzeczywistość często przypominała kolonię karną. W kolejnym wpisie na wroclaw.one opowiemy, jak wyglądała edukacja szkolna w PRL i jak wpłynęła na pokolenie, które ją przeżyło.

Kary cielesne w szkołach PRL: wspomnienia świadków

Klapsy i inne formy kar cielesnych były stosowane przez rodziców i nauczycieli od czasów starożytnych. Na przykład, istnieje wiele relacji na ten temat ze średniowiecza. W XIX wieku kary cielesne były również szeroko stosowane w Polsce, ponieważ uważano, że dyscypliny nie można osiągnąć w żaden inny sposób. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku władze kontrolujące ziemie polskie zniosły je w ramach reform edukacyjnych, jednak w połowie XX wieku komuniści przywrócili bicie jako metodę wychowawczą, w tym we Wrocławiu, który powrócił pod jurysdykcję Warszawy w drugiej połowie lat 40. XX wieku.

Arsenał kar cielesnych stosowanych w szkołach w czasach PRL był dość szeroki. Nie ograniczał się do symbolicznego klapsa w tył głowy czy lekkiego uderzenia linijką po rękach, bo niektórzy nauczyciele dosłownie rozkoszowali się swoją władzą nad bezbronnymi dziećmi. Byli też nauczyciele o bardziej szlachetnych poglądach, którzy aktywnie walczyli o zmiany, ale inni w pełni popierali ideologię poniżania, o czym wspominają w tym artykule naoczni świadkowie.

Wrocławskie szkoły w latach 50. i 60. XX wieku: popularne narzędzia torturowania nieposłusznych

Uczennica wrocławskiej szkoły z 1963 r. wspomina, że jedna z nauczycielek lubiła bić dzieci, które uznała za winne, drewnianym piórnikiem po rękach. Uderzała nim z taką siłą, że mógł się połamać na kawałki. Ciekawe jednak, że dzieci potulnie wyciągały ręce. Niektóre drżały ze strachu, inne po cichu tego nienawidziły, ale przemoc była powszechna nawet w domu, więc dzieci nie miały nikogo, u kogo mogłyby szukać ochrony. Po prostu musiały to znosić.

Nauczyciele nie mieli żadnych specjalnych narzędzi do bicia, ale w chwilach szczególnego gniewu sięgali po pierwsze dostępne przedmioty – wskaźniki, książki, linijki. Stawiali też winowajców na workach z grochem.

Inny uczeń, który ukończył szkołę w 1965 roku, z przerażeniem wspomina nauczyciela matematyki, który miał ogromną drewnianą linijkę. Nawet za krzywo zawiązany fartuch, nie mówiąc już o czymś poważniejszym, można było dostać po palcach, czasem tak mocno, że ręce bolały jeszcze przez godzinę. Nawet podczas przerw trzeba było chodzić parami w kółku w ciszy i nie wolno było wychodzić z szeregu. Nauczycielka chodziła obok po korytarzu, kontrolując to.

Absolwentka z 1971 roku wspominała traumę z dzieciństwa – pierwszą klasę szkoły podstawowej. Nauczycielka biła drewnianym kołkiem tych, którzy nie chcieli stać prosto podczas zbiórki po dzwonku przed klasą. To był szok dla dziewczynki, której matka, będąca nauczycielką języka polskiego, nie była osobą agresywną. Krzyczała, że nie wróci do klasy.

Jak widać, panowało powszechne przekonanie, że bez bicia nie ma dyscypliny i posłuszeństwa. I nawet jakiekolwiek gesty samoobrony były dzieciom zabronione.

Edukacja szkolna w PRL w latach 70. i 80.: prawdziwy cel wskaźnika

Wrocław w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Nauczycielka geografii korzysta ze wskaźnika na wszelkie sposoby – nie tylko do wskazywania właściwego miejsca na mapie czy globusie, ale także jako kij do uderzania w dłonie czy pośladki. Pewnego razu uderzyła wysokiego chłopaka (prawie dwa metry wzrostu) w plecy tak mocno, że wskaźnik się złamał. Chłopak chwycił kawałek wskaźnika, który nauczycielka wciąż trzymała, i lekko ją odepchnął. Następnie nauczycielka próbowała wywołać skandal, oskarżając ucznia o przemoc wobec niej. Administracja szkoły zbadała sytuację, przeprowadzając przesłuchania.

Uczniowie z Wrocławia wspominają również inne rodzaje upokorzeń w szkole w czasach PRL. W szczególności powszechne były kary takie jak ośla ławka, stanie w kącie lub na kolanach. Metody te uderzały w godność człowieka i powodowały problemy z pewnością siebie. Pozostałości tego zjawiska można było zaobserwować nawet w latach 90., ponieważ mentalność nauczycieli starej szkoły zmieniała się bardzo powoli.

Dress code, atrybuty i propaganda w PRL-owskim szkolnictwie

Inna wrocławska witryna przypomina o dress code w PRL-owskich szkołach, atrybutach i ideologii, którą promowali nauczyciele. Przykładowo, wszyscy uczniowie musieli mieć plecaki i buty na zmianę, a dziewczynki kokardki i fartuszki. To kolejne elementy szkolnictwa w PRL, które wrocławianie wspominają najczęściej:

  • Zbiórki i uroczystości szkolne – oficjalne wydarzenia, często o zabarwieniu ideologicznym, podczas których uczniowie ustawiali się w szeregu i wygłaszali patriotyczne przemówienia.
  • Lekcje w każdą sobotę – do lat 70. obowiązywał 6-dniowy dzień nauki.
  • Szkolne kasy oszczędności – program, który miał nauczyć dzieci oszczędzania pieniędzy.
  • Kapryśna moda szkolna – częste zmiany popularnych wśród uczniów ubrań, fryzur czy dodatków.
  • Skoki przez gumę – popularna gra, w którą najczęściej grały dziewczęta.
  • Zbieranie makulatury – klasy rywalizowały o to, kto przyniesie najwięcej papieru do recyklingu. Czasami ofiarą padały deficytowe książki telefoniczne.
  • Wywieszanie na szkolnych murach haseł propagandowych gloryfikujących ustrój socjalistyczny.
  • Obowiązkowe lekcje języka rosyjskiego.
  • Szkolne stołówki często miały w menu tanie jedzenie, takie jak mortadela i płynna galaretka na deser.

Szczepienia, wizyty u dentysty i wspólne ważenie również budzą emocje. Wiele atrybutów ucznia zmieniało się wraz z postępem: kałamarze, potem piórniki z przyborami odpowiadającymi wymogom czasów.

W latach 80. fartuchy szkolne w PRL były wykonane z materiałów syntetycznych, które miały niską przepuszczalność powietrza, przez co uczniowie bardzo się pocili. Było to coś w rodzaju nylonu lub poliestru, więc czasami materiał nazywano plastikiem.

Powszechne były również tarcze – emblematy z numerem szkoły, które uczniowie musieli nosić na lewym rękawie. Zazwyczaj były one przyszyte, ale niektórzy uczniowie byli sprytni i przypinali je szpilką, aby zdjąć je w godzinach pozaszkolnych.

Szkolnictwo w PRL na przykładzie szkoły nr 45

Po II wojnie światowej, w trakcie odbudowy miasta, we Wrocławiu rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę reorganizacja szkolnictwa. Stolica Dolnego Śląska potrzebowała nowych placówek oświatowych dla ludności polskojęzycznej. Przyjrzyjmy się przykładowi szkoły nr 45, która została oficjalnie otwarta 1 sierpnia 1948 roku, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Budynek, który w czasie wojny służył jako zakład pracy przymusowej, został przekształcony w ośrodek edukacyjny.

W okresie PRL szkoła, podobnie jak inne placówki oświatowe, podlegała państwowemu programowi, który zakładał ideologiczne wychowanie uczniów. Instytucja edukacyjna zyskała obowiązkowe atrybuty charakterystyczne dla edukacji socjalistycznej: portrety przywódców partyjnych, hasła propagandowe i lekcje języka rosyjskiego. Ponadto aktywnie promowano tu wychowanie fizyczne, o czym świadczy rozbudowana infrastruktura sportowa szkoły nr 45, w tym sale gimnastyczne, boiska i przestronny dziedziniec.

Chociaż budynek szkoły miał tragiczną historię, w 1976 r. przewrócił stronę, by otworzyć kolejną. Był to początek okresu upamiętniania kobiet, które ucierpiały w czasie wojny i od tego czasu tradycja stawiania tablic pamiątkowych i organizowania spotkań z weterankami została wzmocniona. Był to element państwowej polityki pamięci historycznej. Szkoła nie ograniczała się więc do pełnienia funkcji edukacyjnej, ale stała się miejscem kształtowania świadomości społecznej w duchu oficjalnej wykładni przeszłości.

More from author

Samochody z Niemiec – dlaczego import z tego rynku jest tak popularny w Polsce?

Samochody z Niemiec od lat cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród polskich kierowców. Import pojazdów zza zachodniej granicy stał się niemal standardem, a Niemcy pozostają najważniejszym...

Fundacja «Ukraina»: historia sukcesu i misja

Fundacja „Ukraina” we Wrocławiu stała się jednym z najbardziej znaczących ośrodków wsparcia dla migrantów na Dolnym Śląsku. Jej zespół pracuje zarówno z tymi, którzy...

Fundacja «Zobacz mnie»: gdy wsparcie wykracza poza pomoc finansową

Są organizacje, które pomagają nie tylko materialnie, ale wkładają w swoją misję całe serce. Poświęcają swój czas, okazują uwagę i szczerą troskę. Właśnie tak...
...